W nasze słowackie mini wakacje (wszak to ledwo 3 dni były) rodzinnie poznawaliśmy uroki regionu Liptov. Atrakcji jest tam tyle, że spokojnie można jechać na tydzień i więcej (sprawdzone przez znajomych). O Tatralandii i Besenovej już pisaliśmy. Dziś pokazujemy co jeszcze warto, a co koniecznie trzeba zobaczyć. Co ważne, wszystko kilkadziesiąt km od polskiej granicy, rzut beretem nie tylko ze Śląska!
góry
Bielsko-Biała po raz enty, czyli słoneczny jesienny dzień na Szyndzielni
Bielsko-Biała to jedno z naszych ulubionych miast. Po raz kolejny byliśmy tam kilka tygodni temu. Podobno tamta niedziela miała być ostatnim tak ciepłym dniem w październiku. Jak się okazało – bzdura. Ostatni weekend też był boski. Dlatego jednak o Szyndzielni wam napiszę, może cały listopad będzie przepiękny!
Jak zwykle zaparkowaliśmy przy Cygańskim Lesie, niedaleko bardzo lubianej nie tylko przez dzieciaki kawiarni Peron. Najpierw szliśmy przez park, potem przez las i dopiero po jakimś czasie (w naszym przypadku minęło chyba z pół godziny, bo – wiadomo – każdy kamień jest wart zobaczenia).
W końcu doszliśmy na początek szlaku i… trzeba było odpocząć i się posilić 😉
Wracaliśmy dziwną trasą (w zasadzie chyba trochę skracaliśmy i zbaczaliśmy z trasy), mniej ciekawą niestety. Tym razem był już sam marsz, bo Hubo na stałe wylądował na plecach (Hani miś też, a co 😉 ). Szliśmy szybko, bo – po pierwsze – umówieni byliśmy z Kasią z Vanilla Island (polecam bardzo zobaczenie pięknych zdjęć), a po drugie – obiecaliśmy sobie słodką nagrodę za zdobycie pierwszego w tym sezonie szczytu 🙂
W Istebnej byliśmy dobre kilka tygodni temu, dużo o niej pisałam, bo Trójwieś to jedno z moich ulubionych miejsc w Beskidach. Dziś przedstawiam wam ostatnią część naszej wycieczki. Na sam koniec zafundowaliśmy sobie basenowe odprężenie w jedynym w okolicy hotelu. Basen – Park Wodny Olza w hotelu Zagroniu nie jest może największy, ale nam się bardzo spodobał. Szczególnie, że… w zasadzie byliśmy w nim sami! Nie ma to jak przyjazd w piątkowe przedpołudnie poza sezonem.
Bliskie spotkania z sarnami i… kozą – Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu
W Leśnym Parku Niespodzianek byli chyba wszyscy posiadający dzieci, znajomi. To jedno z pierwszych miejsc, do których jedzie się z dzieciakami w moich okolicach. Ja nie byłam i zaczęło mi to ciążyć, bo co chwilę ktoś się o ten Ustroń pytał 😉 No to pojechałam (Justyna – dzięki za doborowe towarzystwo ;p) i już wszystko wiem…
![]() |
| źródło: www.lesnypark.pl |
Przede wszystkim – to nie jest miejsce idealne dla rodzin z wózkami! Jak się ma spacerówkę z pompowanymi kołami to można się wybrać (ale i tak się człowiek napoci, przerobiłyśmy na własnej skórze), ale z lekką parasolką bym nie jechała. Tak więc po raz kolejny się przekonałam jak świetnym wynalazkiem są chusty i nosidła ergonomiczne (tylko co z tego skoro Hubi wytrzymuje w nich może z 15 minut). Niestety w parku same wózki i umęczeni rodzice. Ale dzieciom bardzo się podoba! Myślę, że sama nie raz tam wrócę kiedy Hubi będzie już większy. Jest tylko jeden warunek – wybierzemy się, podobnie jak tym razem, po sezonie. Nie wyobrażam sobie karmienia zwierzątek wśród tłumów jakie są tam w wakacyjne weekendy.
Ale zacznijmy od początku. Do biletów wstępu warto dokupić paszę dla zwierząt – okazja do nakarmienia sarenek przydarza się tuż za kasami. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że aż tyle zwierząt jest tam wolno puszczonych. Sarny, daniele, lamy czy kozy kompletnie nie boją sie ludzi (baaaa, z kozą Hubi stoczył prawdziwą walkę o… surową marchewkę, wtedy naprawdę najadłam się strachu, bo koza prawie wskoczyła mu do wózka a młody ani myślał oddać swoją ulubioną przekąskę). Hania początkowo podchodzącymi zwierzętami była przerażona, w końcu jednak się przemogła i… było super 😉
Po przywtaniu przez wolno biegające jelonki spotkaliśmy króliki (już za płotem) i świnki. Ogrodzone zagrody miały jeszcze kozy, szopy, żubr (nie widzieliśmy), no i oczywiście ptaki.
Kilkadziesiąt (może kilkaset?) metrów spaceru i jesteśmy przy pierszych punktach gastronomicznych , ławeczkach i placu zabaw dla dzieci. Chcieliśmy sobie zrobić mały piknik, ale się nie udało – od razu zleciały się zwierzęta. Jedno nawet łyknęło kawy…
Plac zabaw jest niestety dość zaniedbany. Widać, że urządzenia są wiekowe. Na szczęście nie one są tu główną atrakcją 😉
W parku byliśmy kilka godzin (i tak nie zobaczyliśmy wszytskiego). Co chwilę robiliśy przerwę na karmienie (czasem zwierzat, czasem… dzieci ;p).
Park położony jest na zboczu Równicy. Gdy jest dobra widoczność (gdy my byliśmy, była taka sobie) widać z niego m. in. pobliską Czantorię (klik).
Kolejną atrakcją jest tzw. Aleja Bajkowa. Szczerze napiszę, że nie wiem po co to tam jest. Niby kolejna rzecz dla dzieci, ale kiepsko wykonana, nie wszystko działa, a niektóre figury w domkach, hmmmm, są dalekie od oryginałów.
Poza zwierzątkami „do karmienia” najbardziej podobał sie nam pokaz lotów drapieżnych ptaków (loty sów już sobie odpuściliśmy, ale podobno również są świetne, może „zaliczymy” za rok).
Po lotach powinniśmy jeszcze iść na ścieżkę edukacyjną, ale tego dnia jechaliśmy nad morze i trzeba się było zbierać 😉
W drodze do samochodu zobaczyliśmy jeszcze szopy.
No i Hania – rzutem na taśmę – odważyła się nakarmić zwierzątka 😉
Ogólnie dzień uważam za udany, baaardzo udany 😉
* * *
Informacje praktyczne:
Leśny Park Niespodzianek, ul. Zdrojowa 16, Ustroń, www.lesnypark.pl
Godziny otwarcia (codziennie):
– 1 kwietnia – 31 października: 9.00-18.00
– 1 listopada – 31 marca: 10.00 – 16.00
Bilety (cennik letni, obowiązuje do końca października): 18/22 zł, wstęp wolny dzieci PONIŻEJ 3 LAT.
W kasie można kupić karmę dla zwierząt – 3 żł.

.jpg?resize=302%2C320)