Przyznaję, że do tej pory moim wymarzonym miastem z dostępem do gór „od ręki” było Bielsko-Biała (no, może jeszcze cudny Edynburg!). Tam autobusem miejskim można podjechać pod kolejkę na Szyndzielnię (szlak też, ale przyznać się, kto z dzieciakami wchodził na górę pieszo?), szlak na Dębowiec czy Kozią Górę. A potem pojechaliśmy do Zakopanego i… weszliśmy na Nosal. W ramach spaceru przed kolacją! I Bielsko nieco spadło w moim prywatnym rankingu miast łączących łatwy dostęp do szlaków i piękne widoki (choć i tak jest cudowne!).
Tatry
Zakopane i rowery? Zakopane to góry. Zakopane to narty. Albo… Krupówki! Ale rowery? Okazuje się, że i z rowerem warto się do Zakopanego wybrać. Jak tylko dowiedzieliśmy się o istnieniu rowerowego Szlaku Wokół Tatr wiedzieliśmy, że musimy przejechać choć jeden odcinek tej niezwykle widokowej trasy. Po samym Zakopanym też jeździliśmy zamiast chodzić, choć tam tak widokowo już nie było (chyba, że wyszło słońce).
Słowacki Liptov, atrakcje nie tylko dla dzieci
W nasze słowackie mini wakacje (wszak to ledwo 3 dni były) rodzinnie poznawaliśmy uroki regionu Liptov. Atrakcji jest tam tyle, że spokojnie można jechać na tydzień i więcej (sprawdzone przez znajomych). O Tatralandii i Besenovej już pisaliśmy. Dziś pokazujemy co jeszcze warto, a co koniecznie trzeba zobaczyć. Co ważne, wszystko kilkadziesiąt km od polskiej granicy, rzut beretem nie tylko ze Śląska!
Tatrzańska Łomnica, czyli wyżej Hania nie była…
Po tej wycieczce część znajomych uznała, że jesteśmy niepoważni, biorąc dziecko tak wysoko… Zupełnie niepotrzebnie, bo takich dzieci jak ona (10 miesięcy) było tam więcej i ich rodzice byli na takie podróże świetnie przygotowani. Ale zacznijmy od początku. Będąc na wakacjach w Bieszczadach postanowiliśmy, że do Rybnika wrócimy trochę dłuższą, a mimo to szybszą do pokonania drogą – przez Słowację. Po drodze jednak stwierdziliśmy, że może warto jeszcze coś pozwiedzać. No i wracaliśmy… 2 dni. Mijając Poprad (tam można dolecieć z Polski samolotem) stwierdziliśmy, że w Tatrach jednak warto zostać, szczególnie, że po stronie słowackiej nie ma tam takich tłumów jak u nas. Za cel obraliśmy drugi co do wysokości szczyt w Tatrach, czyli Łomnicę (2 634 m n.p.m.). Wyjście na szlaki i kolejkę, z której my skorzystaliśmy znajduje się w miejscowości Wysokie Tatry. Jak się później okazało (wybór tego miejsca oparty był tylko o znaki turystyczne, nie mieliśmy ze sobą nawet mapy…) był to strzał w dziesiątkę! Okolica nastawiona na turystów, pokoi do wynajęcia pod dostatkiem, informacja turystyczna czynna bardzo długo i mająca kompetentnych pracowników, którzy widząc brzdąca w nosidle sami proponują alternatywne wersje zwiedzania. Nie zdziwiło nas więc to, że właśnie tam wydaliśmy nasze ostatnie pieniądze (dosłownie co do grosza).
