Grudniowy wpis o prawdziwej śląskiej Wigilii bardzo się wam spodobał. Będziemy więc świąteczny wątek na blogu kontynuować. I choć Wielkanoc na Śląsku zdecydowanie mniej wyróżnia się na tle polskich zwyczajów i tym razem jakaś „innność” się znajdzie. Dla mnie od zawsze ważniejsze od samego niedzielnego, odświętnego śniadania były przygotowania (zresztą podobnie mam z Wigilią).
Śląskie
Przedświąteczny weekend spędziliśmy w Kompleksie Istebna Zagroń. Zawsze chciałam trochę odpocząć od świątecznej gonitwy i jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę! Po pierwsze, ludzi jak na lekarstwo, tłumy były dopiero tydzień później. Po drugie, atrakcje dla dzieci na wyciągnięcie ręki, co przy kapryśnej aurze (pierwszego dnia nasze plany lekko pozmieniała gęsta mlecznobiała mgła) było bardzo ważne. Do naszej dyspozycji był kącik zabaw, baseny, a na zewnątrz dzieciaki mogły zobaczyć zwierzątka w mini zoo.
Podczas gdy prawie cała Polska w święta Bożego Narodzenia zajada się pierogami i barszczykiem, na tradycyjnym śląskim stole próżno tych specjałów szukać. Co więc jada się na Śląsku? Kamil – dumny gorol z korzeniami spod Częstochowy (znaczy „nie Ślązak”, choć urodzony w Gliwicach) do dziś nie do końca potrafi zaakceptować moczki, makówek i zupy z rybich podrobów (a ona jest najpyszniejsza!!!). Śląska Wigilia to przede wszystkim tradycja, zestaw podawanych potraw od lat się nie zmienia. Myślę, że minie jeszcze sporo czasu, zanim do kanonu śląskich dań trafią pierogi, śledzie czy inne kutie. Co więc ląduje na wigilijnym stole u praktykujących śląskie zwyczaje rodzin?
Pomimo, że listopad mamy piękny coraz częściej zaglądacie w posty oznaczone tagiem „atrakcje na niepogodę”, więc chyba coś jest na rzeczy. Już wkrótce będzie wpis o świetnym miejscu właśnie na niebyt sprzyjającą aurę, tymczasem już dziś mam dla was konkurs. Tak, tego jeszcze na Podróżach Hani nie było. Zapewne pamiętacie nasz wpis o Żarkach i tamtejszych atrakcjach dla rodzin z dziećmi (nie pamiętacie? to przeczytajcie tu). Jedna z nich – pracownia EtnoJura ma dla was prezent. Może być w sam raz na zbliżające się Mikołajki.
Bielsko-Biała po raz enty, czyli słoneczny jesienny dzień na Szyndzielni
Bielsko-Biała to jedno z naszych ulubionych miast. Po raz kolejny byliśmy tam kilka tygodni temu. Podobno tamta niedziela miała być ostatnim tak ciepłym dniem w październiku. Jak się okazało – bzdura. Ostatni weekend też był boski. Dlatego jednak o Szyndzielni wam napiszę, może cały listopad będzie przepiękny!
