Tak, tak, mamy na Śląsku prawdziwą Oborę. W dodatku niezwykłą, bo to… las, a właściwe Arboretum Racibórz. Hania była w nim pierwszy raz, ale na pewno jeszcze tam wróci wiosną, gdy zacznie kwitnąć tamtejszy „magiczny ogród”. Arboretum to miejsce, w którym kolekcjonuje się drzewa i krzewy. Raciborski las zajmuje aż 162 hektary, jest więc gdzie chodzić. Co mnie zdziwiło, można tam naprawdę odpocząć od miejskiego, śląskiego zgiełku – w sobotnie, słoneczne przedpołudnie w zasadzie nikogo tam nie spotkaliśmy. Teren ten nigdy nie był przez człowieka wylesiany, dlatego jest tam naprawdę dużo starych drzew i innych roślin.
Śląskie
W zasadzie głównym celem naszej wyprawy z okazji Dania Taty był Śląski Ogród Botaniczny, ale po przyjeździe na miejsce okazało się, że na kolorowe kwiatowe mozaiki nie ma co liczyć. Roślin jest naprawdę dużo, wszystkie ładnie opisane, w zdecydowanej jednak większości ich stanowiska były zarośnięte trawą… No cóż, poszliśmy więc dalej w stronę wieży widokowej, z której widać nie tylko najbliższą okolicę. Z niej zobaczyliśmy też plac zabaw (akurat nie to ujęcie, ale tak lepiej widać).
Zabieracie dzieci do sal zabaw? My od czasu do czasu organizujemy sobie z znajomymi takie „zabawowe” spotkania. Jako czujne matki zawsze staramy się przyjeżdżać z kochanymi tatusiami, żeby miał się kto dziećmi zająć (polecam! Przy kawie w sali zabaw czas szybciej płynie ;p). Pierwszy raz Hanka zaznała takich atrakcji jak miała trochę ponad roczek. Już wtedy jej się podobało. A my (czyt. rodzice) wpadliśmy jak śliwki w kompot… Jak się potem okazało, zabraliśmy młodą do chyba najlepszej sali zabaw na Śląsku – katowickiej Nibylandii. Byliśmy potem w kilku innych i… co jakiś czas musimy organizować wyjazd do Katowic, bo inne sale zabaw nie dorastają jej do pięt.
No i w ten weekend wybraliśmy się ponownie. Skorzystaliśmy z okazji, bo po ciepłym tygodniu pracy sobota okazała się dniem chłodnym i – jak to ostatnio bywa – deszczowym 🙁 Tak więc postanowiliśmy się pogodzie postawić i mimo wszystko się dobrze bawić. W Nibylandii jest to pewne! Zresztą, jak się świetnie nie bawić w takim miejscu?
![]() |
| fot. www.salazabaw.katowice.pl |
![]() |
| fot. www.salazabaw.katowice.pl |
![]() |
| fot. www.salazabaw.katowice.pl |
Jak zwykle spędziliśmy tam ponad dwie godziny. Hania wyhasała się za wsze czasy z kolegą Tymonem (i tatusiem oczywiście), ja w końcu poplotkowałam z dawno nie widzianą koleżanką przy kawie. Wszyscy byli więc zadowoleni 🙂 Co prawda dzieci wyjątkowo mało korzystały z atrakcji, pół pobytu spędziły… w samochodach, większość zdjęć mam więc bez głównych bohaterów w akcji 😉
Nibylandia urządzona jest w byłej sali gimnastycznej, dzięki czemu do dyspozycji dzieciaków są ogromne przestrzenie. Oprócz widocznych na zdjęciach wielkich konstrukcji jest też salka (właściwie spora sala;p) dla mniejszych dzieci, a w niej zabawki edukacyjne, wielkie klocki i bujaki.
Nawet przy wychodzeniu są atrakcje – po wizytach na basenie Hania uwielbia te suszarki 😉 A po czasie spędzonym w Nibylandii są one ZAWSZE potrzebne 😉
Informacje praktyczne:
Nibylandia. Kraina Dziecięcej Rozrywki, ul. Pawła Kołodzieja 44, Katowice-Murcki, www.salazabaw.katowice.pl
Ceny biletów można przejrzeć tutaj. My zawsze kupujemy bilet bez ograniczeń czasowych, bo naprawdę trudno z sali wyjść po godzinie (w weekendy kosztuje 30 zł).
Godziny otwarcia: codziennie od 10.00 do 20.00.
Muzeum PRL-u, czyli Hani podróż w czasie…
Pamiętacie czasy PRL-u? Ja, szczerze powiedziawszy, tak nie za bardzo, ale znam przynajmniej z opowiadań. Wygląd naszych domów z lat minionych też pamiętam. Za to dla Hani z pewnością będą to czasy takie jak dla nas co najmniej dwudziestolecie. Nie zmienia to faktu, że młoda będzie się jeszcze z tymi czasami stykała. I to nie tylko na historii, której może z pół godziny w tygodniu jeszcze w jej szkolnych czasach będzie (matko, to już za kilka lat…). Z pewnością nasza ciekawska córa będzie odwiedzała różne tak modne obecnie inspirowane peerelem miejsca (ciekawe, czy tak jak swego czasu rodzice zacznie od jakiegoś pubu, a raczej stylizowanej oberży). Dziś – jak na 1 maja przystało – miała swój pierwszy „skok w przeszłość”. Wybraliśmy się do Rudy Śląskiej, do Muzeum PRL-u!
Największa szopka w Europie jest w Katowicach!
Okres świąteczno-noworoczny miał być spokojny i niepodróżniczy. I taki jest, choć… nie do końca;p Wracając z sylwestrowej domówki, która była w Mikołowie (Daria – dziękujemy!), zawitaliśmy do Panewnik. W tej dzielnicy Katowic co roku budowana jest jedna z najbardziej znanych bożonarodzeniowych szopek w okolicy. Jak zaczęłam o niej czytać to dowiedziałam się również, że jest to największa w Europie (!) szopka ołtarzowa budowana wewnątrz świątyni. To mnie zaciekawiło… Potem doczytałam też, że jej powierzchnia to prawie 600 metrów kwadratowych, a jej początki sięgają 1908 r.! Całkiem nieźle. Sami widzicie, że mając ją (prawie) po drodze do domu, nie mogliśmy sobie odpuścić tej przyjemności.



