Lecąc na Cypr wcale nie byłam przekonana, że będzie super. Jakoś nie do końca przekonywały mnie przewodniki, które przeczytałam, czy blogi, które przeczytałam (wyjątkiem byli Odjechani, pewnie dlatego, że tak jak my na Cyprze byli rodzinnie). Jednak okazało się, że bardzo się myliłam! Atrakcji było co niemiara – widoki boskie, plaże urokliwe, wykopaliska niesamowite, ludzie przemili. Po prostu cud, miód. Co więc najbardziej przypadło nam do gustu?
Europa
9 polskich miast idealnych na weekend z dziećmi, na majówkę też. Plus zagraniczny bonus ;)
Majówka w mieście? Kto to widział? Choć tegoroczna może do najdłuższych nie należy, i tak można (i warto) ją dobrze wykorzystać. Wiadomo, w pierwszych dniach maja WSZYSCY się gdzieś wybierają. Przecież trzeba, to taki nieoficjalny początek wakacyjnych wyjazdów. W zdecydowanej większości popularnych miejsc od dawna nie ma już wolnych miejsc noclegowych (w normalnych cenach oczywiście). Co więc począć? My zawsze idziemy trochę pod prąd, bo na majówki najczęściej wybieramy miasta. Tak, miasta. Dlaczego? Bo jest w nich wtedy pusto. Przecież wszyscy są na majówce…
Często pytacie o ten nasz Cypr, przede wszystkim o koszty wyjazdu i warunki dla dzieci. Tak więc zbiorczo odpowiadamy jak to było w naszym przypadku. A było i fajnie, i tanio, czyli optimum. Przypomnę, na Cyprze spędziliśmy 10 dni w marcu, a więc tuż przed początkiem sezonu (szczególnie było to widać na niektórych plażach, na których trwały do niego ostatnie przygotowania). Bilety na samolot rezerwowaliśmy dość późno, bo pod koniec stycznia, mieszkanie – na początku lutego. Całość kosztów związanych z wyjazdem naszej czwórki wyniosła 2 tysiące złotych. Za co płaciliśmy? Za wszystko!
I już prawie jesteśmy w domu! Minęło bardzo szybko, mimo, że wiele osób mówiło nam, że 10 dni na Cyprze, i to w marcu, to zdecydowanie za dużo. Było w sam raz, szczególnie, że trafił się nam i beznadziejnie wietrzny i deszczowy dzień, i mały wirus, który nas zatrzymał w wynajmowanym mieszkaniu. Co więc robiliśmy? Zapraszamy na mały, telegraficzny skrót naszych wakacji w poszukiwaniu wiosny. Jak odsapniemy to będą dłuższe wpisy o poszczególnych atrakcjach/miastach.
Barcelona była też dla dzieci. Wiadomo, że jak gdzieś jedziemy razem (a jeździmy razem zawsze) to część atrakcji musi być specjalnie dla nich (choć i my z nich z radością korzystamy). Tak było w Londynie i Edynburgu, tak samo było i w Barcelonie. Po raz kolejny ze znalezieniem jakiś dziecięcych akcentów na każdy dzień nie było większych problemów (choć place zabaw mają średnie…). Często atrakcje same się nasuwały, bo jak tu nie powygłupiać się przy wielkich bańkach mydlanych, które w stolicy Katalonii puszczane są niemal na każdym rogu? Jednak bańki to nie wszystko. Przedstawiamy ulubione atrakcje Barcelony wg Hani i Huba. Większość z nich to atrakcje darmowe, po raz kolejny się więc sprawdziło, że dzieci wiele do szczęścia nie potrzebują.
