Macie marzenia? Na pewno macie. A realizujecie je? Ja od dawna o pewnym marzeniu mówiłam, chyba z dwa lata. W końcu w okolicach marca tego roku zamiast mówić, zaczęłam robić. Pisać, sortować zdjęcia, szukać graficzki i korektorki (jak robić, to dobrze). No i myśleć o pieniądzach, bo jednak papier to papier (ja z tych staromodnych, ceniących wydania papierowe i zawsze jeżdżących z przewodnikami). W ten sposób przyszedł nam do głowy portal Polak potrafi, dzięki któremu nie raz przekonano się, że w narodzie siła. Po tygodniach przygotowań powstał nasz projekt, o którym więcej pisaliśmy tutaj. Wszystko zaczęło się 15 maja, wtedy zbiórka ruszyła. I wtedy zaczęłam myśleć, że faktycznie jest szansa, by przewodnik „Dzieci odkrywają Śląskie” był wydany.
Polska
Industriada. Słyszeliście? Jeśli nie to koniecznie musicie to nadrobić! Koniecznie! Czym więc jest Industriada? To wielkie święto Szlaku Zabytków Techniki, czegoś, czego województwu śląskiemu powinna zazdrościć cała Polska. Piszę to z całą odpowiedzialnością, nie tylko dlatego, że „robię” w turystyce. Prawie 400 wydarzeń w kilkudziesięciu miastach i miasteczkach województwa śląskiego. Wiele miejsc udostępnianych jest turystom TYLKO TEGO JEDNEGO DNIA (taki choćby Rudziniec, na zwiedzanie którego drugi raz z rzędu nie udało mi się zapisać, skandal!). To naprawdę coś wielkiego. Niestety my z Industriadą zawsze mamy jakiś mniejszy lub większy problem.
Ostatni pomysł na jednodniówkę na Śląsku się wam spodobał (Pławniowice i Gliwice), mam więc dla was kolejną. Tym razem zapraszamy do Zabrza, czyli miasta, które nierozerwalnie kojarzy się z przemysłem i industrialem. I dobrze! Takiej perełki jak Kopalnia Guido nie ma nigdzie indziej. Każdy powinien tam choć raz zjechać pod ziemię. Nieważne, czy dla zwiedzania górniczych tras, czy by zobaczyć teatralne przedstawienie, czy… wypić piwo 320 m pod ziemią. Guido to nie jedyna poprzemysłowa atrakcja miasta, będąc tam jednak z dziećmi na takich miejscach nie mogliśmy poprzestać. Szukaliśmy jeszcze czegoś inne, mniej dla Zabrza oczywistego. I wiecie co? Pojechaliśmy do Miejskiego Ogrodu Botanicznego. Tak, ogromna oaza zieleni w samym środku miasta. Spodziewaliście się? Co zobaczyć w Zabrzu w jeden dzień? Dziś nasza pierwsza propozycja.
Dzieci odkrywają śląskie, czyli spełniamy marzenia z Polak potrafi!
Macie marzenia? Ja mam. Nawet całkiem sporo. A realizujecie je? Ja niestety nie wszystkie. Ale jedno właśnie ma wielką szansę na spełnienie! Wszystko dzięki portalowi Polak potrafi, w którym własnie ruszyła nasza zbiórka. Planujemy wydać przewodnik „Dzieci odkrywają śląskie”. Dlaczego akurat ten region? Bo tam są miejsca, które znamy jak własną kieszeń. Miejsca, do których wracamy i które możemy polecić z czystym sumieniem. Poza tym, skoro czytacie tego bloga to wiecie, że jestem nieźle zakręcona na punkcie pokazania światu moich najbliższych okolic. Właśnie dlatego powstaje ta książka.
Pławniowice i Gliwice, czyli jednodniówka idealna
Gliwice i Pławniowice to świetny pomysł na uwielbiane przez nas wycieczki po najbliższej okolicy. Zawsze słyszę biadolenie, że w okolicy nie ma ciekawych miejsc, a to kompletna bzdura. I nie piszę tu tylko o miejscach w pobliżu Rybnika. Naprawdę jestem przekonana, że w promieniu 50 km od każdego miejsca w Polsce naprawdę COŚ ciekawego można znaleźć. Dziś mam propozycję dla tych, którzy znajdą wolne kilka godzin w pobliżu Gliwic. Zapraszam na wycieczkę do Pławniowic, w których zobaczyć można robiący piorunujące wrażenie pałac rodziny … i do samych Gliwic, w których atrakcji jest co niemiara. My tym razem wybraliśmy dwie – chyba najbardziej znaną, czyli Palmiarnię i coś nowego -Restaurację PKP. Dzień był pełen wrażań, czego i wam życzę.
Zacznijmy jednak od początku. Do Pławniowic można oczywiście pojechać samochodem, można też rowerem i taki wariant też wam polecam (obiecuję go wprowadzić w życie jak w końcu dorobimy się rowerów). Pałac jest położony w środku pięknego parku, który nawet gdy wiosna nie była jeszcze tak piękna jak teraz (byliśmy tam w wielkanocny poniedziałek) robił wrażenie. Dzieci mogły się w nim wyszaleć, my odpocząć na ławeczce w (koniecznie!) słonecznym i ustronnym miejscu, ja w końcu – zrobić dzieciakom trochę zdjęć do rodzinnego albumu, który w pierwszych miesiącach tego roku był wyraźnie zaniedbywany (no, poza czasem na Cyprze).
