Tak, tak, mamy na Śląsku prawdziwą Oborę. W dodatku niezwykłą, bo to… las, a właściwe Arboretum Racibórz. Hania była w nim pierwszy raz, ale na pewno jeszcze tam wróci wiosną, gdy zacznie kwitnąć tamtejszy „magiczny ogród”. Arboretum to miejsce, w którym kolekcjonuje się drzewa i krzewy. Raciborski las zajmuje aż 162 hektary, jest więc gdzie chodzić. Co mnie zdziwiło, można tam naprawdę odpocząć od miejskiego, śląskiego zgiełku – w sobotnie, słoneczne przedpołudnie w zasadzie nikogo tam nie spotkaliśmy. Teren ten nigdy nie był przez człowieka wylesiany, dlatego jest tam naprawdę dużo starych drzew i innych roślin.
Polska
I po wakacjach! Hania już chodzi do przedszkola (matko, przecież ona się przed chwilą urodziła), ja już na L4, mam więc trochę czasu żeby przejrzeć zdjęcia i wywołać co nieco z ostatniego półrocza. No i przyznaję, że wzięło mi się na wspominki, ostatnio zobaczyłam chyba wszystkie nasz zdjęcia! I wiecie co zauważyłam? Nasze nadmorskie wakacje ZAWSZE mają dokładnie ten sam przebieg, kurcze, jest tam strasznie przewidywalnie…
Niby zawsze uważałam, że wakacje nad morzem są bardzo powtarzalne, ale dopiero teraz, oglądając zdjęcia Hani, potwierdziłam się w swoich przekonaniach;p Jak wszędzie najważniejsze, by była pogoda – wtedy jest plaża, są zamki na piasku, pływanie, spacery, zachody słońca. Gdy pogody brak, trzeba już zacząć kombinować i… wydawać pieniądze ;P Szczególnie, gdy nie akceptujemy codziennego przesiadywania w wynajętym pokoju.
Nasze wyjazdy do Białogóry były dość udane jeśli chodzi o pogodę. I właśnie dlatego aktywności Hani za każdym razem są baaaardzo podobne. Zresztą, zobaczcie sami. Przedstawiam małe porównanie wakacji 2012 i 2013 w Białogórze 😉
Wyprawa na plażę (hmmm… nawet wiaderko to samo 😉 i w koszulce z pierwszego zdjęcia Hania też nadal biega!):
Bieg do wody (tak, strój kąpielowy też ten sam, jakoś mi dziecko nie rośnie ;p):
W ręczniku 😉
Przekąska na plaży 😉
Zachód słońca:
Piaskowe budowle:
Dojazd na plażę dorożką:
🙂
W zeszłym roku wybraliśmy się do Fokarium na Helu (pisałam o nim tutaj), w tym roku Hania foki widziała po raz drugi – tym razem w Sea Parku w Sarbsku k. Łeby (a o nim tu).
Hmmm… ciekawe jak będzie za rok 🙂 Na pewno bardziej różnorodnie, w końcu do ogarnięcia będzie już nie tylko młoda, ale i ten młodszy…
W zasadzie głównym celem naszej wyprawy z okazji Dania Taty był Śląski Ogród Botaniczny, ale po przyjeździe na miejsce okazało się, że na kolorowe kwiatowe mozaiki nie ma co liczyć. Roślin jest naprawdę dużo, wszystkie ładnie opisane, w zdecydowanej jednak większości ich stanowiska były zarośnięte trawą… No cóż, poszliśmy więc dalej w stronę wieży widokowej, z której widać nie tylko najbliższą okolicę. Z niej zobaczyliśmy też plac zabaw (akurat nie to ujęcie, ale tak lepiej widać).
Humanitarium Wrocław. Starszy brat Kopernika
No i przyszedł czas na drugą część wrocławskich przygód Hani (pierwszą możecie przeczytać tutaj). Gdy pytałam, czy wrocławianie polecają odwiedzenie Ogrodów Doświadczeń Humanitarium często słyszałam, że tak, ale mam wziąć pod uwagę, że to takie uboższe (bo starsze) Centrum Nauki Kopernik. Okazało się to zgodne z prawdą. Jak stwierdził Kamil (ja siedziałam na szkoleniu)- szału nie było, ale atrakcje z pewnością tak. Szczególnie dla młodszych dzieci (tak myślę, 3-5 latków), które zachwycają się prostymi urządzeniami i nie muszą być atakowane dziesiątkami multimediów.
Nie mogę napisać, że wyjazd do Wrocławia spełnił nasze oczekiwania, no nie mogę! Wszystko przez pogodę, która jest prawdziwym antybohaterem ostatnich tygodni, myślę, że nie tylko w moim prywatnym rankingu. Za to wszystko inne było po prostu świetne! Mój kurs okazał się strzałem w dziesiątkę, a Hania i Kamil mieli super towarzyszy, którzy pokazali im wiele wrocławskich atrakcji. Zresztą, zobaczycie sami. Dziś część pierwsza.




















