Tym razem wracamy do Poznania, o tym mieście pisałam już tu, tu, tu i jeszcze tutaj. Dziś będzie o kolejnej (po rogalowym muzeum) poznańskiej nowości. Gdy tam poszliśmy, muzeum działało kilka tygodni. Oj zdziwiłam się, zdziwiłam! I to NA PLUS! Bardzo mi się podobało, mimo, że czasem nie ogarniałam multimediów (no nie umiałam wysłać do siebie zdjęcia mailem… a tak pięknie wyglądałam w stroju średniowiecznej księżniczki ;p) albo nie słyszałam audioprzewodnika, bo Hania akurat coś mówiła (albo coś się zacinało). Tak naprawdę od tej bramy zaczęliśmy zwiedzanie Poznania. Brama była nie byle jaka.
atrakcje na niepogodę
Jak już niektórzy z was wiedzą, pogoda w Zakopanem nas nie rozpieszczała. Poranki były super, ale ok. 13-14 zaczynało padać. Wieczory znowu były znośne, ale wszędzie było mokro, więc pozostawały spacery. Szczerze mówiąc, myślałam, że atrakcji na taką (nie)pogodę będzie w stolicy Tatr nieco więcej.
Pierwszy dzień poświęciliśmy na długi spacer – chyba ponad 3 godziny (dlatego jego koniec był pełen spazmów zmęczonych dzieci, w efekcie Hubi w chuście, Hania… w wózku, Tymon na rękach). Ruszyliśmy – a jakże – w stronę Krupówek i skoczni.
O Krupówkach najlepszego zdania nie miałam (nigdy tam nie byłam ;p) i przyznaję, że miałam rację 😉 Jestem nimi podwójnie zawiedziona, bo wydawało mi się, że będzie tam przynajmniej tak jakoś „góralsko”, a tu nic. Wiem, że byliśmy tam w tygodniu (z drugiej strony – w środku lipca, więc sezon jak nic). Na ulicy nie słyszałam góralskiej muzyki (byli za to jacyś grajkowie latino). Wydawało mi się, że Krupówki będą mi przypominały Monciak (za którym też nie przepadam, ale przynajmniej czuję tam jakiś klimat, nie mój, ale jednak…). Trochę się zawiodłam.
Potem poszliśmy zobaczyć skocznię 😉 Oczywiście jak to my pomyliliśmy drogę i skończyliśmy w lesie… Po krótkim odpoczynku dotarliśmy. Skocznia wrażenie zrobiła. Ale sił na wjechanie/wejscie na szczyt już nie mieliśmy 😉
Kolejnego dnia popołudniu padało tak, że nigdzie nie poszliśmy. Na szczęście dzieciaki zawsze świetnie się bawią 🙂
Kolejnego „podeszczowego” popołudnia wybraliśmy się do Muzeum Misiów (jedynej – oprócz placu zabaw i wystawy LEGO (o niej wkrótce będzie osobny post) – atrakcji dla dzieci poleconej nam w informacji turystycznej). No cóż, żeby nie było, że cały czas narzekam… były to dwa połączone ze sobą pomieszczenia. Był misiowy domek, książeczki, misiowe talerze (fajne), kilka gadżetów. Do tego misie – chyba dość przypadkowe. Hani półka z pluszakami z powodzeniem mogłaby służyć za podstawę muzeum. Dzieciom się podobało, a mężowie mieli powód do wieczornego podśmiewania się ze swoich żon 😉
Ostatnią poleconą nam atrakcją był plac zabaw (z serii modnych teraz drewnianych, czy wy też macie wrażenie, że one są wszędzie?). Duży, ogrodzony, pilnowany przez ochroniarza, bezpłatny. Niestety, nasze dzieci z niego nie skorzystały, bo padało. A jak nie padało to… było mokro po deszczu. Taki pechowy wyjazd był 😉
PS. Przy Krupówkach jest też domek do góry nogami, ale stwierdziliśmy, że jednak tam nie pójdziemy (zresztą tych domków jest teraz coraz więcej, będzie więc na pewno inna okazja ;P). No i sale zabaw sobie też odpuściliśmy i… pojechaliśmy na basen (klik) 😉
* * *
Informacje praktyczne:
Muzeum Misiów, ul. Kościuszki 8, Zakopane, www.muzeummisiow.pl
Czynne codziennie od 10.00 do 19.00, Bilety: 10 i 8 zł (płaci się za nawet najmłodsze dzieci), gdy wchodzą 4 i więcej osób – 8 zł.
Poznań to miasto, z którym wiążą się moje bardzo miłe wspomnienia – mieszkałam tam rok, studiowałam to, co naprawdę chciałam, poznałam fajnych ludzi. Zawsze wracam tam z uśmiechem. Tak było też tym razem. Nie przeszkodziły nam nawet niezbyt pomyślne prognozy pogody – jak się okazało nie było aż tak źle i nawet nie korzystaliśmy z planu „B” czyli atrakcji do zobaczenia „pod dachem”.
Było o śląskim, było o pomorskim, to teraz przyszedł czas na dolnośląskie 🙂 Ten region ma naprawdę wiele atrakcji – moimi faworytami są oczywiście góry oraz zamki i pałace (Szkoda, że w większości z nich są hotele. Z drugiej jednak strony, gdyby nie one, pewnie większość obiektów tamtejszej Doliny Pałaców i Ogrodów byłaby zaniedbana). Dziś o tym, gdzie zabrałabym tam dzieci, w dodatku wtedy, kiedy na ładną pogodę nie możemy liczyć (a wybór był naprawdę trudny). Kolejność, tradycyjnie, alfabetyczna.
Bolesławiec – Miasto Ceramiki, a w nim zakłady ceramiczne i fabryka naczyń. Oprócz tradycyjnego zwiedzania zakładów (to tak dla uczniów podstawówki chyba) można wziąć udział w warsztatach ceramicznych. Dla mnie bomba! 🙂
Huta Julia w Piechowicach – zwiedzanie wciąż czynnego i produkującego zakładu to coś co bardzo lubię. W Piechowicach można podpatrywać jak dmuchane, a potem ręcznie ozdabiane jest szkło. A po zwiedzaniu, na specjalnych warsztatach można samemu szklane cudeńka ozdabiać. Jest też prorodzinny akcent – kawiarenka z kącikiem malucha (jeśli ktoś był to proszę o info jak to wygląda ;p).
Kopalnia Złota w Złotym Stoku lub Złotoryi – coś, czego nie mamy w śląskim 😉 Kopalnia jest atrakcją i dla dużych, i dla małych. Do tego można sobie zafundować podziemny spływ sztolnią i samodzielnie płukać złoto. Warto również zajrzeć do Średniowiecznego Parku Techniki w Złotym Stoku (ale to raczej już z dziećmi szkolnymi).
Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju – dla mnie to jest dolnośląski przebój, sama byłam tam w trakcie zimowych ferii i do dziś mam własnoręcznie wtedy zrobiony papier 😉 Największym plusem tej manufaktury są właśnie warsztaty czerpania papieru – to obowiązkowy punt programu już dla dzieciaków przedszkolnych. Frajda jest niesamowita.
Muzeum Zabawek w Kudowie lub Karpaczu – miejsca, w którym dzieci dowiedzą się czym bawili się ich rodzice i dziadkowie, a rodzice powspominają swoje dzieciństwo. Niestety nadal są to bardzo tradycyjne muzea, w których wszystko ukryte jest za szybą. Mimo wszystko ja Hanię zabiorę jak będę w okolicy 😉
Palmiarnia w Wałbrzychu – propozycja dla osób tęskniących za latem (choć tej zimy chyba tęsknimy za nim mniej ;p). Miejsce idealne dla ciekawskich małych botaników. Fajną opcją jest połączenie zwiedzania palmiarni i zamku Książ, a dokładnie zobaczenie tamtejszego Stada Ogierów Książ (jest jeden wspólny bilet).
Ruchoma Szopka w Wambierzycach – największa ruchoma szopka w Polsce. Tworzy ją 800 drewniuanych figurek, aż 300 z nich jest ruchomych. Jest też chyba jedną z najstarszych (XIX w.). Szopkę można oglądać cały rok.
Twierdza Srebrna Góra – coś w sam raz dla nieco starszych dzieci. Oprócz zwiedzania można tam postrzelać z armat i muszkietów i zobaczyć żołnierzy w strojach z epoki napoleońskiej.
* * *
Jeśli lubicie zwiedzać Dolny Śląsk mam dla was mapkę Atrakcje turystyczne Dolnego Śląska dla dzieci i młodzieży. Do 5 osób, które pierwsze napiszą (w komentarzach lub na Fb) co jest dla nich największą atrakcją Dolnego Śląska wyślę wydawnictwo Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. Reszta będzie mogła je sobie ściągnąć z naszej strony na Facebook’u (gdyby ktoś nie znał – zapraszam tutaj).
O wystawie w muzeum w nikiszowskim Maglu już pisałam tutaj (niestety już nie można jej oglądać). Dziś będzie o samym Nikiszowcu – chyba najbardziej znanym śląskim osiedlu. Tam swoje filmy kręcił Kazimierz Kutz, stąd pochodzą artyści Grupy Janowskiej (znacie?), to osiedle jest w końcu jednym z filarów Szlaku Zabytków Techniki. W ciągu kilku ostatnich lat wiele się tam zmieniło, klimat górniczego osiedla jednak pozostał (a może stał się jeszcze bardziej zauważalny?).


