Majówka w mieście? Kto to widział? Choć tegoroczna może do najdłuższych nie należy, i tak można (i warto) ją dobrze wykorzystać. Wiadomo, w pierwszych dniach maja WSZYSCY się gdzieś wybierają. Przecież trzeba, to taki nieoficjalny początek wakacyjnych wyjazdów. W zdecydowanej większości popularnych miejsc od dawna nie ma już wolnych miejsc noclegowych (w normalnych cenach oczywiście). Co więc począć? My zawsze idziemy trochę pod prąd, bo na majówki najczęściej wybieramy miasta. Tak, miasta. Dlaczego? Bo jest w nich wtedy pusto. Przecież wszyscy są na majówce…
dolnośląskie
Afrykarium i zoo, czyli Wrocław nie tylko dla dzieci
Pogoda nie do końca taka jaką lubimy – za zimno na całodniowe wycieczki w plenerze, na góry za szarawo, na sanki dawno już za ciepło. Niby wiosna się zbliża, gdzieniegdzie zakwitły już bazie i przebiły się pierwiosnki, ale jednak to jeszcze nie to. Tak więc, żeby nie siedzieć w domu, proponujemy wycieczkę do Wrocławia. Nie, nie na rynek, tropem krasnali jak ostatnio (pamiętacie? klik). Tym razem polecamy chyba jedną z najpopularniejszych ostatnimi czasy atrakcji stolicy Dolnego Śląska – ogród zoologiczny, a w zasadzie jego nową część, czyli Afrykarium. Byliśmy tam dawno temu, ale na pewno jeszcze kiedyś wrócimy, bo dzieciaki były zachwycone (a do tego całkiem niedawno w zoo otworzono kolejny pawilon, pokazujący zmiany klimatyczne, zobaczcie tutaj).
Festiwal Krasnoludków, czyli tropimy wrocławskie krasnale
Do Wrocławia jeździć lubimy. Mamy tam znajomych, a od niedawna i jednego przedstawiciela rodziny. Do tego samo miasto jest piękne i pełne atrakcji. Z roku na rok pojawiają się następne, więc… mamy kolejne powody do przyjazdu. Tym razem odwiedziliśmy zoo i Afrykarium. Wybieraliśmy się tam długo, a ostatecznym impulsem do wyjazdu okazały się… krasnale. Gdy zobaczyłam filmik promujący Wrocławski Festiwal Krasnoludków (dzięki Kuba!), stwierdziłam, że to może jest powód, by do stolicy Dolnego Śląska w końcu pojechać. I nie pomyliłam się! Zresztą, zobaczcie sami:
Było o śląskim, było o pomorskim, to teraz przyszedł czas na dolnośląskie 🙂 Ten region ma naprawdę wiele atrakcji – moimi faworytami są oczywiście góry oraz zamki i pałace (Szkoda, że w większości z nich są hotele. Z drugiej jednak strony, gdyby nie one, pewnie większość obiektów tamtejszej Doliny Pałaców i Ogrodów byłaby zaniedbana). Dziś o tym, gdzie zabrałabym tam dzieci, w dodatku wtedy, kiedy na ładną pogodę nie możemy liczyć (a wybór był naprawdę trudny). Kolejność, tradycyjnie, alfabetyczna.
Bolesławiec – Miasto Ceramiki, a w nim zakłady ceramiczne i fabryka naczyń. Oprócz tradycyjnego zwiedzania zakładów (to tak dla uczniów podstawówki chyba) można wziąć udział w warsztatach ceramicznych. Dla mnie bomba! 🙂
Huta Julia w Piechowicach – zwiedzanie wciąż czynnego i produkującego zakładu to coś co bardzo lubię. W Piechowicach można podpatrywać jak dmuchane, a potem ręcznie ozdabiane jest szkło. A po zwiedzaniu, na specjalnych warsztatach można samemu szklane cudeńka ozdabiać. Jest też prorodzinny akcent – kawiarenka z kącikiem malucha (jeśli ktoś był to proszę o info jak to wygląda ;p).
Kopalnia Złota w Złotym Stoku lub Złotoryi – coś, czego nie mamy w śląskim 😉 Kopalnia jest atrakcją i dla dużych, i dla małych. Do tego można sobie zafundować podziemny spływ sztolnią i samodzielnie płukać złoto. Warto również zajrzeć do Średniowiecznego Parku Techniki w Złotym Stoku (ale to raczej już z dziećmi szkolnymi).
Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju – dla mnie to jest dolnośląski przebój, sama byłam tam w trakcie zimowych ferii i do dziś mam własnoręcznie wtedy zrobiony papier 😉 Największym plusem tej manufaktury są właśnie warsztaty czerpania papieru – to obowiązkowy punt programu już dla dzieciaków przedszkolnych. Frajda jest niesamowita.
Muzeum Zabawek w Kudowie lub Karpaczu – miejsca, w którym dzieci dowiedzą się czym bawili się ich rodzice i dziadkowie, a rodzice powspominają swoje dzieciństwo. Niestety nadal są to bardzo tradycyjne muzea, w których wszystko ukryte jest za szybą. Mimo wszystko ja Hanię zabiorę jak będę w okolicy 😉
Palmiarnia w Wałbrzychu – propozycja dla osób tęskniących za latem (choć tej zimy chyba tęsknimy za nim mniej ;p). Miejsce idealne dla ciekawskich małych botaników. Fajną opcją jest połączenie zwiedzania palmiarni i zamku Książ, a dokładnie zobaczenie tamtejszego Stada Ogierów Książ (jest jeden wspólny bilet).
Ruchoma Szopka w Wambierzycach – największa ruchoma szopka w Polsce. Tworzy ją 800 drewniuanych figurek, aż 300 z nich jest ruchomych. Jest też chyba jedną z najstarszych (XIX w.). Szopkę można oglądać cały rok.
Twierdza Srebrna Góra – coś w sam raz dla nieco starszych dzieci. Oprócz zwiedzania można tam postrzelać z armat i muszkietów i zobaczyć żołnierzy w strojach z epoki napoleońskiej.
* * *
Jeśli lubicie zwiedzać Dolny Śląsk mam dla was mapkę Atrakcje turystyczne Dolnego Śląska dla dzieci i młodzieży. Do 5 osób, które pierwsze napiszą (w komentarzach lub na Fb) co jest dla nich największą atrakcją Dolnego Śląska wyślę wydawnictwo Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. Reszta będzie mogła je sobie ściągnąć z naszej strony na Facebook’u (gdyby ktoś nie znał – zapraszam tutaj).
Humanitarium Wrocław. Starszy brat Kopernika
No i przyszedł czas na drugą część wrocławskich przygód Hani (pierwszą możecie przeczytać tutaj). Gdy pytałam, czy wrocławianie polecają odwiedzenie Ogrodów Doświadczeń Humanitarium często słyszałam, że tak, ale mam wziąć pod uwagę, że to takie uboższe (bo starsze) Centrum Nauki Kopernik. Okazało się to zgodne z prawdą. Jak stwierdził Kamil (ja siedziałam na szkoleniu)- szału nie było, ale atrakcje z pewnością tak. Szczególnie dla młodszych dzieci (tak myślę, 3-5 latków), które zachwycają się prostymi urządzeniami i nie muszą być atakowane dziesiątkami multimediów.
