Jak pewnie wiecie, okres bożonarodzeniowy nierozerwalnie wiąże się z naszymi wyjazdami „na szopki”. W tym roku planach oczywiście Strumień, Panewniki, Kraków (tam w zeszłym roku nie dotarliśmy do szopki u Franciszkanów, a podobno warto). Do tego różne szopki w rybnickich kościołach. Właśnie przy okazji poszukiwań najładniejszej lokalnej stajenki odkryłam jedną świetną i wcześniej zupełnie mi nieznaną – ruchomą szopkę w małym drewnianym kościółku św. Wawrzyńca w rybnickiej dzielnicy Ligocka Kuźnia.
Polska
Darłowo – bo o nim mowa – jest od Dąbek oddalone o niecałe 10 km. W zasadzie poza sezonem i tam nie ma nic ciekawego (oprócz plaży i jodu oczywiście). Naszym celem była latarnia morska. Miałyśmy z Hanią nadzieję na piękny widok na całą okolicę (prognozy pogody jak na listopad były bardzo optymistyczne). No cóż, prognozy pogody się nie sprawdziły, a latarnia była zamknięta 😉 Ale wycieczka i tak była udana, szczególnie, że sanatoryjna koleżanka Hani przeżyła swój autobusowy debiut 😉
W drodze na przystanek minęliśmy darłowski rynek.
Po krótkim spacerze do kolejnego przystanku (w zasadzie do sygnalizującego go znaku, prawie go minęliśmy), skąd busik (kursował co godzinę, to jakiś ewenement, bo w końcu było po sezonie ;p) zabrał nas już do samego Darłówka (swoją drogą nie wiedziałam, że Darłówko jest dzielnicą Darłowa). Po przejściu przez bulwar (zgadnijcie – czy coś było tam otwarte? ;p). Przez zwodzony most (matko, ile było pytań…) przeszliśmy do latarni.
Niepozornej, niskiej (jedna z najniższych na polskim wybrzeżu, ma 22 metry wysokości i zasięg 15 mil morskich), w końcu… zamkniętej 😉
Po drodze zobaczyliśmy Xavera, czyli… 5-tonowy (!) betonowy blok, który w 2013 r., w trakcie grudniowego sztormu, morze wyrzuciło na falochron. Niesamowite!
Dlaczego pociąg?
Dzieci mają kolejową zniżkę 37%. Te do 4 lat jeżdżą w ogóle za darmo co nas bardzo cieszyło. Jest też zniżka rodzinna. Do tego, kupując bilet odpowiednio wcześnie otrzymuje się kolejne 30% zniżki. Wszystkie promocyjne ceny dotyczą tylko miejscówki. Do niej trzeba było dokupić bilet w wagonie sypialnym, tam już żadnych zniżek niestety nie ma (do wyboru są jeszcze kuszetki, ale z naszą ilością bagaży nie było szans na zmieszczenie się w niej, do tego spanie w pościeli jest jednak naprawdę wygodniejsze). Przyznaję, że w wagonie sypialnym jechałam pierwszy raz i myślę, że pomimo różnicy cenowej (ok. 50 zł za każde miejsce) nie zamienię go już na kuszetkę. W ostatecznym rozrachunku podróż pociągiem wyszła nas ponad połowę taniej niż ta sama trasa przejechana samochodem.
