Będąc w Edynburgu trzeba przejść się słynną Królewską Milą (Royal Mile), czyli drogą wiodącą od Pałacu Królewskiego (Hollyrood Palace) i nowego szkockiego parlamentu aż do zamku. Jeśli chce się zobaczyć podstawowe atrakcje miasta nie ma wyjścia. Ich zdecydowana większość jest właśnie tam. Pomimo sporej dawki komercji trakt zachował swój szkocki klimat, na pewno daleko mu do naszych Krupówek czy znienawidzonego przeze mnie Monciaka. My w okolicach Mili byliśmy kilkukrotnie, ale całą za jednym zamachem przeszliśmy raz (wystarczy). Nasza trasa wiodła od pałacu do zamku. Wg mnie tak jest ciekawiej.
turystyka miejska
Kiedy kilka lat temu byłam na Kazimierzu pierwszy raz, pamiętam, że „życie” dzielnicy toczyło się przy odtworzonych żydowskich sklepikach. Teraz było tam najmniej osób.
Strefa Kultury to miejsce, którego Katowicom zazdrości cała Polska. SERIO! Niby o tym wiedziałam (ba, nawet tak mówiłam w rożnych okolicznościach), ale teraz – kiedy na własne oczy zobaczyłam Międzynarodowe Centrum Kongresowe, siedzibę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i nową siedzibę Muzeum Śląskiego (choć tam jest niedosyt, bo jego podziemia, czyli właściwa wystawa wciąż jest niedostępna) jestem już pewna w 100 procentach. To naprawdę wyjątkowe miejsce. Symboliczne jest natomiast to, że Strefa powstała na terenach dawnej Kopalni Węgla Kamiennego Katowice. I tu widać jak zmienia się oblicze Śląska.
Poczciwy Spodek znany jest chyba wszystkim (od 1962 r. był czas, by się do „budynku ufo”, jak mówi Hania, przyzwyczaić). To, co od pewnego czasu dostępne jest w jego bezpośrednim sąsiedztwie już niekoniecznie – trzeba to zmienić!
Rogalowe Muzeum, czyli to co w Poznaniu najsmaczniejsze
Jak Poznań, to i św. Marcin. A jak św. Marcin to już wszystko jasne. Tym razem bohaterem wpisu jest Rogalowe Muzeum Poznania! To jednak z najnowszych atrakcji miasta, gdy ją odwiedziliśmy działała niecałe 3 miesiące. Muzeum to właściwie jedna sala, w której dzieci (dorośli też, szczególnie ci nie z Wielkopolski) mogą dowiedzieć się nie tylko jak robi się prawdziwe poznańskie rogale i skąd się one w Poznaniu wzięły. Do tego każdy wyjdzie ze znajomością kilku słów z poznańskiej gwary (co nieco ze śląską się udało pokojarzyć, ale że dziewczyna to MELA nie miałam pojęcia). No ale najważniejszy jest sam pokaz.
Poznań to miasto, z którym wiążą się moje bardzo miłe wspomnienia – mieszkałam tam rok, studiowałam to, co naprawdę chciałam, poznałam fajnych ludzi. Zawsze wracam tam z uśmiechem. Tak było też tym razem. Nie przeszkodziły nam nawet niezbyt pomyślne prognozy pogody – jak się okazało nie było aż tak źle i nawet nie korzystaliśmy z planu „B” czyli atrakcji do zobaczenia „pod dachem”.
