Szlak Zabytków Techniki
Muzeum Śląskie – takie Katowice trzeba zobaczyć!
Wracam do naszej mini majówki – plany były (jak na rodzinę z dwójką szkrabów, w tym jednym małym diablikiem) śmiałe, choć bardzo lokalne. Wyszło… jak zwykle. Niemniej w końcu pojechaliśmy do Cieszyna, który uważam za jedno z najbardziej klimatycznych miast w okolicy. Od Rybnika to naprawdę rzut beretem, bo niecałe 50 km (matko, ja tyle codziennie do pracy jadę…). Dlaczego więc Cieszyn?
Tarnowskie Góry, czyli podziemny zjazd do kopalni srebra
To była pierwsza podziemna wycieczka Hani. I Huberta też! Pierwsza, więc na razie głęboko nie było – no ale 40 metrów pod ziemią to też coś, prawda? Na pierwszy ogień wybraliśmy się do Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach. Na Szlaku Zabytków Techniki jest jeszcze druga kopalnia – Guido w Zabrzu, ale za Tarnowskimi Górami przemawiała kilka czynników. Po pierwsze, pod ziemię można zjechać wózkiem (Co też zrobiliśmy, rezygnując z chusty. Tak naprawdę chciałam też sprawdzić, czy faktycznie nie będzie z tym wózkiem problemów. Hubi był królem podziemnych korytarzy, a do łódki wózka nawet nie trzeba było składać). Po drugie, nie ma ograniczeń wiekowych, a na zjazd 320 metrów pod ziemię w Zabrzu (osobiście uważam, że na 170 m jest mało ciekawie) dzieci muszą nam jeszcze trochę podrosnąć. Po trzecie, w TG zjeżdża się zwykłą, nowoczesną windą, więc miałam pewność, że Hanka nam nie spanikuje w kompletnej ciemności (Akurat dla mnie jako dorosłego turysty jest to jakieś nieporozumienie, no ale nic nie poradzę. W Guido jest tradycyjna szola i ciemność).
No ale wracając do Tarnowskich Gór. Trasa ma 1,7 km, z tego 270 m płynie się łodziami – trochę ponad godzina zwiedzania, więc w sam raz dla (przynajmniej moich) dzieci.
Kolejny obiekt Szlaku Zabytków Techniki na koncie Hani, kolejny i dla Huberta! (Hania była jeszcze tu, tu, tu i jeszcze tu, a razem z Hubertem oglądała ostatnio Szyb Prezydent). Tym razem wybraliśmy się do Mysłowic, do wielkiego królestwa strażaków, czyli Centralnego Muzeum Pożarnictwa. Oj to był dzień! (jak widać, Hania nie była Hanią tylko kotem, więc pewnie niektórzy z was się domyślają, że w CMP byliśmy tego samego dnia co na targach Guga Kids Design). Choć fascynacja strażakami – objawiająca się przede wszystkim oglądaniem przygód dzielnego Sama – powoli mija, w muzeum i tak się małej bardzo podobało. Najbardziej spodobała się ogromna przestrzeń i możliwość… biegania od eksponatu do eksponatu (choć nie wiem czy nazywanie wielkich strażackich aut nie jest nadużyciem 😉 )
Mysłowicki miś, ile razy jestem w CMP, tyle razy zastanawiam się skąd on się wziął 😉
Miś jest ciekawostką, najważniejsze w tym muzeum są jednak samochody (szkoda, że do żadnego nie można wsiąść 🙁 ).
Zobaczyć można kilkadziesiąt wozów strażackich, tych nowych, całkiem współczesnych, ale też starych. Najstarszym eksponatem jest drewniana sikawka z 1717 r.
Oprócz samych samochodów, które są wg mnie tam najciekawsze, zobaczyć można sprzęt strażacki, stroje galowe i robocze. Ta część wystawy jest na okalającej muzealną halę antresoli, można więc z niej też z góry oglądać wszystkie auta.
Jak widać muzeum jest naprawdę duże – oj było miejsca do biegania 😉
Oddzielną część stanowi ekspozycja poświęcona starym metodom walki z ogniem. Tam do zobaczenia jest m. in. stara sikawka i zdjęcia z akcji strażackich sprzed lat.
Po zejściu na dół jeszcze raz przeszłyśmy się po hali, żeby zobaczyć samochody jeszcze raz 😉
* * *
Oprócz stałych ekspozycji nadal można oglądać (pomimo tego, że na plakacie jest info, że wystawa do końca 2013 roku 😉 ) wystawę zabawkowych samochodzików strażackich.
Do zobaczenia w kolejnym obiekcie SZT! 🙂
PS. W muzeum byłam tylko ja i Hania, tata z Hubciem zostali na dworze 😉
* * *
Informacje praktyczne:
Centralne Muzeum Pożarnictwa, ul. Stadionowa 7a, Mysłowice, www.cmp-muzeum.pl
Godziny otwarcia: wtorek-niedziela, 10.00-16.00 (od kwietnia do października do 18.00).
Bilety: 4 i 5 zł, dzieci do lat 7 za darmo. W niedzielę wstęp wolny.






























